Było cudownie i nieważne, że na godzinę przed wyjazdem wypadł mi z ręki telefon i tym samym zakończył współpracę z moją osobą (a może powinnam napisać, że to ja zakończyłam z nim?), że autokar z miasta Ł do miasta P został zatrzymany na ponad 40 minut na autostradzie przez służby celne, że stojąc w mieście P na stacji i czekając na taksówkę która miała mnie w 10 minut dowieść na lotnisko (bo autobus miał 1,5 godz. spóźnienia) rozsypały się na bruku moje ukochane korale z turkusu i granatu i że na lotnisku kupiona specjalnie mała walizka okazała się jednak za dużą walizką za którą musiałam dopłacić 84zł..... to wszystko nieważne tak jak to, że aparat fotograficzny przestał działać 3 dnia, a 4 dnia urwała się ukochana bransoletka... to wszystko nieważne szczegóły....
Bo gdy już stałam na tętniącej życiem barcelońskiej ulicy wiedziałam, że pokocham ten kraj i tych energetycznych ludzi, których nie rozumiem, ale i tak lubię. Zajadałam koktajle z egzotycznych owoców, świeżutkie owoce morza, zanurzałam swoje zęby w słodki i jędrny miąższ arbuza i wcale nie chciało mi się wracam. W głowie mam wszystkie te barwne obrazy, pocztówki z Barcelony, Pampeluny, Olieto, San Sebastian i małych miasteczek, których nazw nie pamiętam. Rozbujana zieleń i rozśpiewane kwiaty na ulicach i w oknach - to wszystko sprawiło, że mimo tego, że w drodze powrotne nabawiłam się zapalenia zatok będę wspominać ten wyjazd bardzo miło z nadzieją na ponowną wycieczkę w tamte strony.
A szklanka, a w zasadzie szklanki napełniały się codziennie wielokrotnie ;)
czwartek, 4 lipca 2013
wtorek, 18 czerwca 2013
14: już jutro...
Cześć Kochana,
jutro wyruszam na samotną wycieczkę - tam gdzie jeszcze mnie nie było, jadę do kraju korridy, flamenco i wielkich podróżników. Czuję ekscytację, strach ale też mobilizację. Wiem, że dzięki tym małym wakacjom mogę sobie udowodnić, że mogę wszystko i że dam radę... wychodzi na to, że to wyjazd terapeutyczny:)
A w głowie powtarzam jak mantrę: "Będzie dobrze, będzie dobrze..."
jutro wyruszam na samotną wycieczkę - tam gdzie jeszcze mnie nie było, jadę do kraju korridy, flamenco i wielkich podróżników. Czuję ekscytację, strach ale też mobilizację. Wiem, że dzięki tym małym wakacjom mogę sobie udowodnić, że mogę wszystko i że dam radę... wychodzi na to, że to wyjazd terapeutyczny:)
A w głowie powtarzam jak mantrę: "Będzie dobrze, będzie dobrze..."
poniedziałek, 17 czerwca 2013
13: "nie wolno Ci się bać..."
Kochana A,
kiedy w kwietniu znów cały mój mały świat się zatrząsł, a ja poczułam, że niesprawiedliwość losu dotyka mnie wyjątkowo boleśnie nie sądziłam, że już w czerwcu będę spędzać tak miłe weekendy. W tych obfitujących w złe wiadomości dniach widziałam swoją przyszłość w czarnych kolorach, widziałam siebie samą w pustym domu ze smutną miną wspominającą cudownym czas. Jak wszyscy jednak dobrze wiemy nocą wszystkie koty są czarne. Nastał czerwiec a wraz z nim, długie wieczory i wreszcie ciepła temperatura. Mimo małej ilości snu i wielu litrów różnych napojów wchłoniętych podczas rozlicznych spotkań chciałabym każdy weekend tak spędzać. Nie sprzątałam w ten weekend, nie robiłam pożytecznych rzeczy, ale byłam tu i teraz.... byłam z ludźmi, z którymi lubię rozmawiać, jadłam śniadanie na tarasie w promieniach słońca czytając ulubioną gazetę, jadłam ciasta i torty w towarzystwie uroczych cioć i babć.... smakowałam czerwcowe truskawki, próbowałam najnowsze wypieki z ekologicznej piekarni maczając je w pysznej oliwie z octem balsamicznym wsłuchując się w odgłos chrupiących skórek i zlizywałam oliwę cieknącą po palcach... rozmawiałam godzinami z przyjaciółkami, jadłam jędrną, młodziutką żółtą fasolkę popijając zsiadłym mlekiem... spacerowałam z koleżanką po parku... zrywałam pachnący jaśmin... Nie rozpamiętywałam, cieszyłam się chwilą i ludźmi, którzy są dookoła... a gdy wsiadłam dziś rano do auta w drodze do pracy jako pierwszą piosenkę usłyszałam: "Nie wolno Ci się bać... wszystko ma swój czas...." Meli Koteluk i uśmiechnełam się do siebie.
Dziś szklanka zdecydowanie prawie pełna....
kiedy w kwietniu znów cały mój mały świat się zatrząsł, a ja poczułam, że niesprawiedliwość losu dotyka mnie wyjątkowo boleśnie nie sądziłam, że już w czerwcu będę spędzać tak miłe weekendy. W tych obfitujących w złe wiadomości dniach widziałam swoją przyszłość w czarnych kolorach, widziałam siebie samą w pustym domu ze smutną miną wspominającą cudownym czas. Jak wszyscy jednak dobrze wiemy nocą wszystkie koty są czarne. Nastał czerwiec a wraz z nim, długie wieczory i wreszcie ciepła temperatura. Mimo małej ilości snu i wielu litrów różnych napojów wchłoniętych podczas rozlicznych spotkań chciałabym każdy weekend tak spędzać. Nie sprzątałam w ten weekend, nie robiłam pożytecznych rzeczy, ale byłam tu i teraz.... byłam z ludźmi, z którymi lubię rozmawiać, jadłam śniadanie na tarasie w promieniach słońca czytając ulubioną gazetę, jadłam ciasta i torty w towarzystwie uroczych cioć i babć.... smakowałam czerwcowe truskawki, próbowałam najnowsze wypieki z ekologicznej piekarni maczając je w pysznej oliwie z octem balsamicznym wsłuchując się w odgłos chrupiących skórek i zlizywałam oliwę cieknącą po palcach... rozmawiałam godzinami z przyjaciółkami, jadłam jędrną, młodziutką żółtą fasolkę popijając zsiadłym mlekiem... spacerowałam z koleżanką po parku... zrywałam pachnący jaśmin... Nie rozpamiętywałam, cieszyłam się chwilą i ludźmi, którzy są dookoła... a gdy wsiadłam dziś rano do auta w drodze do pracy jako pierwszą piosenkę usłyszałam: "Nie wolno Ci się bać... wszystko ma swój czas...." Meli Koteluk i uśmiechnełam się do siebie.
Dziś szklanka zdecydowanie prawie pełna....
czwartek, 13 czerwca 2013
12: chciałabym, chciała...
....a może tak, zamiast ciągłego chciałabym myśleć: dziękuję?
- dziękuję, że żyję!
- dziękuję, że jestem zdrowa!
- dziękuję za dach nad głową!
- dziękuję za kilka dobrych dusz dookoła!
- dziękuję za pyszne truskawki!
- dziękuję za piękny poranek i pracę, która daje kasę na moje rachunki!
- dziękuję za książki które uwielbiam czytać!
- dziękuję za cały worek doświadczeń!
.... i od razu szklanka jest w połowie pełna :)
- dziękuję, że żyję!
- dziękuję, że jestem zdrowa!
- dziękuję za dach nad głową!
- dziękuję za kilka dobrych dusz dookoła!
- dziękuję za pyszne truskawki!
- dziękuję za piękny poranek i pracę, która daje kasę na moje rachunki!
- dziękuję za książki które uwielbiam czytać!
- dziękuję za cały worek doświadczeń!
.... i od razu szklanka jest w połowie pełna :)
wtorek, 11 czerwca 2013
11: poimieninowo...
Jestem czerwcową eM i lubię to. Może nie w tym roku, ale ogólnie lubię ten stan, bo jeśli przyszło się zimą na świat to w sercu zawsze jest tęsknota z ciepłem, za słońcem, za zapachem ciepłego powietrza, za kwiatami...
W tym roku było bez fajerwerków, bo "po tym wszystkim" jak tu świętować? Można świętować, można mieć uśmiech na twarzy, można nawet przez moment zapomnieć o niesprawiedliwości i złośliwym chichocie losu... WSZYSTKO MOŻNA!
Jak dobrze, że nadal jest ta cudowna "gromada dusz", które w taki dzień skutecznie odwracają myśli od Tego, który zamilkł... "Ten, który stchórzył nie jest Ciebie wart, więc niech jego duch nie unosi się dzisiaj przy tym stole" - powiedziała wczoraj kochana A. i bardzo staraliśmy się wszyscy, żeby tak właśnie było dopełniając swoje szklanki nie tylko wodą....
W tym roku było bez fajerwerków, bo "po tym wszystkim" jak tu świętować? Można świętować, można mieć uśmiech na twarzy, można nawet przez moment zapomnieć o niesprawiedliwości i złośliwym chichocie losu... WSZYSTKO MOŻNA!
Jak dobrze, że nadal jest ta cudowna "gromada dusz", które w taki dzień skutecznie odwracają myśli od Tego, który zamilkł... "Ten, który stchórzył nie jest Ciebie wart, więc niech jego duch nie unosi się dzisiaj przy tym stole" - powiedziała wczoraj kochana A. i bardzo staraliśmy się wszyscy, żeby tak właśnie było dopełniając swoje szklanki nie tylko wodą....
środa, 5 czerwca 2013
10: wkurza mnie...
Kochana,
dawno do Ciebie nie pisałam, ale nie dlatego, że nic się nie dzieje. Powodem milczenia jest moja monotematyczność. Bo w sumie ile mam pisać o tym, że tęsknię? Jaki ma sens wspominanie i analizowanie ostatnich słów? Jak często masz ochotę czytać, że mi smutno i źle?
....jestem sama, ale nie samotna i to powinno Cię cieszyć, a na pewno cieszy to mnie. Dookoła są ludzie, którzy bezinteresownie wyciągnęli do mnie swoje dłonie i uchronili przed upadkiem. Oczywiście, że gdyby nie wydarzenia z 17. a potem 20. kwietnia byłabym w zupełnie innym miejscu i zupełnie w innym nastroju, ale przecież zawsze mogło być gorzej.
Pytałaś jak śpię. No z tym miałam duże problemy, noce bezsenne, a jeśli nawet sen to krótki i przebudzenie nagłe towarzyszyły mi przez kilka tygodni, ale już jest lepiej - od tego weekendu znów śpię. Teraz można nawet powiedzieć, że odrabiam braki... mogę zasnąć o 22 i spać do 6.30 jak kamień, albo i dłużej gdyby nie budzik.
Mam tylko taki problem, że boli mnie widok kobiet w ciąży - przepraszam, źle napisałam, ja nie znoszę widoku kobiet w ciąży i wywoływanego przez nie pytania w mojej głowie. Odpowiedź, że po prostu miałam pecha, jakoś mało mnie satysfakcjonuje, a to całe baby boom, które odbywa się dookoła wśród znajomych i dalszych krewnych przyprawia mnie o mdłości. To miałam być ja tym razem, tym razem to ja chciałam się światu chwalić i oglądać malutkie ubranka dla słodkich kruszynek... Miało być tak wspaniale, a stało się jak zawsze... tu trochę przesadzam, wiem, już widzę ten grymas na Twojej twarzy - oczywiście, że stało się zupełnie inaczej i najbardziej niespodziewanie jak tylko mogło, ale efekt jest taki jak zawsze...
...jeśli chcesz wiedzieć jak wygląda dziś sprawa szklanki to śpieszę Ci donieść, że w połowie pełna... i ciągle próbuję coś dolać...
dawno do Ciebie nie pisałam, ale nie dlatego, że nic się nie dzieje. Powodem milczenia jest moja monotematyczność. Bo w sumie ile mam pisać o tym, że tęsknię? Jaki ma sens wspominanie i analizowanie ostatnich słów? Jak często masz ochotę czytać, że mi smutno i źle?
....jestem sama, ale nie samotna i to powinno Cię cieszyć, a na pewno cieszy to mnie. Dookoła są ludzie, którzy bezinteresownie wyciągnęli do mnie swoje dłonie i uchronili przed upadkiem. Oczywiście, że gdyby nie wydarzenia z 17. a potem 20. kwietnia byłabym w zupełnie innym miejscu i zupełnie w innym nastroju, ale przecież zawsze mogło być gorzej.
Pytałaś jak śpię. No z tym miałam duże problemy, noce bezsenne, a jeśli nawet sen to krótki i przebudzenie nagłe towarzyszyły mi przez kilka tygodni, ale już jest lepiej - od tego weekendu znów śpię. Teraz można nawet powiedzieć, że odrabiam braki... mogę zasnąć o 22 i spać do 6.30 jak kamień, albo i dłużej gdyby nie budzik.
Mam tylko taki problem, że boli mnie widok kobiet w ciąży - przepraszam, źle napisałam, ja nie znoszę widoku kobiet w ciąży i wywoływanego przez nie pytania w mojej głowie. Odpowiedź, że po prostu miałam pecha, jakoś mało mnie satysfakcjonuje, a to całe baby boom, które odbywa się dookoła wśród znajomych i dalszych krewnych przyprawia mnie o mdłości. To miałam być ja tym razem, tym razem to ja chciałam się światu chwalić i oglądać malutkie ubranka dla słodkich kruszynek... Miało być tak wspaniale, a stało się jak zawsze... tu trochę przesadzam, wiem, już widzę ten grymas na Twojej twarzy - oczywiście, że stało się zupełnie inaczej i najbardziej niespodziewanie jak tylko mogło, ale efekt jest taki jak zawsze...
...jeśli chcesz wiedzieć jak wygląda dziś sprawa szklanki to śpieszę Ci donieść, że w połowie pełna... i ciągle próbuję coś dolać...
wtorek, 4 czerwca 2013
9: wtorkowo...
Znów pada deszcz - "dziwnym nie jest" jak by powiedział jeden z moich ulubionych komiksowych bohaterów...
Ale deszcz nie napełni "tej" szklanki, moją szklankę mogą napełnić tylko dobre myśli, ludzie o czystych sercach, pozytywne wydarzenia....
powietrze pachnie wilgocią, mokrą ziemią i namiękłą od deszczu zielenią... dookoła unosi się mgła, lecz to nie bajka, codziennie trzeba wstać i walczyć o siebie, o życie, o szczęście... na przejściu dla pieszych minęłam uśmiechniętą dziewczynę na wózku inwalidzkim...
...moje szklanka jest dziś w połowie pełna...
Ale deszcz nie napełni "tej" szklanki, moją szklankę mogą napełnić tylko dobre myśli, ludzie o czystych sercach, pozytywne wydarzenia....
powietrze pachnie wilgocią, mokrą ziemią i namiękłą od deszczu zielenią... dookoła unosi się mgła, lecz to nie bajka, codziennie trzeba wstać i walczyć o siebie, o życie, o szczęście... na przejściu dla pieszych minęłam uśmiechniętą dziewczynę na wózku inwalidzkim...
...moje szklanka jest dziś w połowie pełna...
piątek, 31 maja 2013
8: zakwitły akacje....
...siedzimy na tarasie... to nic, że pada deszcz - przecież miałyśmy w planach, że w ten dzień będziemy grillować - nie jestem fanką grilla, mimo tarasu i warunków do częstego imprezowania tego typu grilluję 3 czasem 4 razy w sezonie... no ale chodziło głównie o spotkanie! przybyły moje koleżanki z wczesnej młodości, niektóre z pociechami które właśnie "demolują" mój ogródek wkopując zawzięcie piłkę w krzewy obsypane kwiatami.... udajemy, że nie pada! dzieci zaczynają zauważać, że robi się mokro, ale my chcemy mieć trochę spokoju dla siebie.... szaszłyki warzywne pachną obłędnie, serek typu oscypek przybiera tą cudowną konsystencję którą potem analizujemy zagryzając ogóreczkami małosolnymi... jest dobrze... leniwie... nie musimy rozmawiać, plotkować... odpoczywamy
szklanki są pełne... jeszcze pełne piwa ;)
szklanki są pełne... jeszcze pełne piwa ;)
środa, 29 maja 2013
7: rezygnacja...
Umiejętność rezygnowania jest tak samo dobra jak umiejętność otwierania się na świat. Od dawna myślałam o tym, od dawna czułam, że chciałabym potrafić rezygnować z pewnych rzeczy... chęci... niepotrzebnie zaśmiecających mój umysł, moją głowę i znalazłam dziś bardzo trafny spis.
Tekst poniżej nie jest mój, ale fantastycznie opisuje to, o czym ostatnio myślałam
Rezygnuję z 15 zbędnych rzeczy w życiu:
1. Rezygnuję z potrzeby posiadania racji!
Pamiętaj, że potrzeba posiadania racji świadczy o niskim poczuciu
własnej wartości i chęci dominacji nad innymi. Świadczy o słabości.
2. Rezygnuję z chęci kontrolowania!
Jeśli kontrolujesz, to dlatego, że się boisz, a w konsekwencji nie ufasz,
ani sobie, ani nikomu.
Jak by Ci się żyło z kimś, kto Ci nie ufa?
3. Rezygnuję z obwiniania ludzi!
Przestań obwiniać ludzi za to, co czujesz, za to, co masz lub nie masz.
Weź odpowiedzialność za swoje emocje i życie!
4. Rezygnuję z dawania uwagi destruktywnym dialogom wewnętrznym!
Przestań zawierzać destruktywnym dialogom wewnętrznym. Im częściej
dyskutujesz z dialogami wewnętrznymi i dajesz się im pochłaniać, tym
więcej czasu tracisz w swoim życiu.
Twój umysł to narzędzie. Ty nim władasz, czy to Ty jesteś narzędziem
w ręku umysłu?
5. Rezygnuję z negatywnych przekonań!
Pamiętaj, że Twoje negatywne przekonania ograniczają Ciebie w każdym
aspekcie życia.
Przekonania kreują Twoją rzeczywistość. Zadbaj o to, by były dobre!
6. Rezygnuję z narzekania!
Narzekasz z własnego wyboru. Świat się nie zmieni na lepsze od narzekania.
Narzekanie to kopanie pod sobą dołków!
7. Rezygnuję z nadmiernej krytyki!
Im bardziej krytykuję ludzi, zdarzenia, miejsca, siebie, tym trudniej jest nam
dostrzec pozytywne aspekty życia.
Pamiętaj, że krytyka powinna być konstruktywna czuli przynosząca wiedzę,
naukę i doświadczenie, a nie więcej negatywizmów!
8. Rezygnuję z potrzeby imponowania innym!
Jedyna osoba, której mam imponować to ja sam! Chcąc imponować
innym, uzależniam się od ich opinii.
9. Rezygnuję z oporu przed zmianami!
Zmiany to jedyny pewnik w naszym życiu!
10. Rezygnuję z etykietowania ludzi i zdarzeń!
Nadając etykiety wpadasz w pułapkę stereotypów zamiast konstruować
swoje własne zdanie oparte o doświadczania.
Miej otwarty umysł i nigdy nie etykietuj, bo ograniczasz swój punkt widzenia!
11. Rezygnuję z irracjonalnych lęków!
92% lęków jest irracjonalnych. Wystarczy, że zadasz sobie pytanie:
„Czy ta myśl jest prawdziwa?”
aby zacząć się od niech uwalniać.
12. Rezygnuję z wymówek!
Kto szuka wymówek, ten je znajdzie, kropka!
13. Rezygnuję z przeszłości!
On już byłą i nie wróci. Wszystko co się wydarzyło żyje tylko w
Twojej głowie! Obudź się!
14. Rezygnuję z nadmiernego przywiązania!
Często jesteśmy nieszczęśliwi pomimo całej dobroci jaką mamy oraz
kochających ludzi wokół. Dlaczego?
Bo boimy się to stracić. Ciesz się tym co jest!
Zgódź się na to, że może odejść. Czas i tak zmienia nasz świat i nie
da się od tego uciec.
Dając zgodę na to, że możesz już nie mieć tego na czym Ci zależy,
dajesz sobie spokój wewnętrzny!
15. Rezygnuję z zaspokajania oczekiwań innych ludzi!
Jeśli będziesz wciąż zaspokajał oczekiwania innych ludzi, to nie będziesz
miał czasu żyć swoim życiem!
Nasz czas jest ograniczony!
Żyj wreszcie swoim życiem!
Źródło: neurointuicja.pl
Tekst poniżej nie jest mój, ale fantastycznie opisuje to, o czym ostatnio myślałam
Rezygnuję z 15 zbędnych rzeczy w życiu:
1. Rezygnuję z potrzeby posiadania racji!
Pamiętaj, że potrzeba posiadania racji świadczy o niskim poczuciu
własnej wartości i chęci dominacji nad innymi. Świadczy o słabości.
2. Rezygnuję z chęci kontrolowania!
Jeśli kontrolujesz, to dlatego, że się boisz, a w konsekwencji nie ufasz,
ani sobie, ani nikomu.
Jak by Ci się żyło z kimś, kto Ci nie ufa?
3. Rezygnuję z obwiniania ludzi!
Przestań obwiniać ludzi za to, co czujesz, za to, co masz lub nie masz.
Weź odpowiedzialność za swoje emocje i życie!
4. Rezygnuję z dawania uwagi destruktywnym dialogom wewnętrznym!
Przestań zawierzać destruktywnym dialogom wewnętrznym. Im częściej
dyskutujesz z dialogami wewnętrznymi i dajesz się im pochłaniać, tym
więcej czasu tracisz w swoim życiu.
Twój umysł to narzędzie. Ty nim władasz, czy to Ty jesteś narzędziem
w ręku umysłu?
5. Rezygnuję z negatywnych przekonań!
Pamiętaj, że Twoje negatywne przekonania ograniczają Ciebie w każdym
aspekcie życia.
Przekonania kreują Twoją rzeczywistość. Zadbaj o to, by były dobre!
6. Rezygnuję z narzekania!
Narzekasz z własnego wyboru. Świat się nie zmieni na lepsze od narzekania.
Narzekanie to kopanie pod sobą dołków!
7. Rezygnuję z nadmiernej krytyki!
Im bardziej krytykuję ludzi, zdarzenia, miejsca, siebie, tym trudniej jest nam
dostrzec pozytywne aspekty życia.
Pamiętaj, że krytyka powinna być konstruktywna czuli przynosząca wiedzę,
naukę i doświadczenie, a nie więcej negatywizmów!
8. Rezygnuję z potrzeby imponowania innym!
Jedyna osoba, której mam imponować to ja sam! Chcąc imponować
innym, uzależniam się od ich opinii.
9. Rezygnuję z oporu przed zmianami!
Zmiany to jedyny pewnik w naszym życiu!
10. Rezygnuję z etykietowania ludzi i zdarzeń!
Nadając etykiety wpadasz w pułapkę stereotypów zamiast konstruować
swoje własne zdanie oparte o doświadczania.
Miej otwarty umysł i nigdy nie etykietuj, bo ograniczasz swój punkt widzenia!
11. Rezygnuję z irracjonalnych lęków!
92% lęków jest irracjonalnych. Wystarczy, że zadasz sobie pytanie:
„Czy ta myśl jest prawdziwa?”
aby zacząć się od niech uwalniać.
12. Rezygnuję z wymówek!
Kto szuka wymówek, ten je znajdzie, kropka!
13. Rezygnuję z przeszłości!
On już byłą i nie wróci. Wszystko co się wydarzyło żyje tylko w
Twojej głowie! Obudź się!
14. Rezygnuję z nadmiernego przywiązania!
Często jesteśmy nieszczęśliwi pomimo całej dobroci jaką mamy oraz
kochających ludzi wokół. Dlaczego?
Bo boimy się to stracić. Ciesz się tym co jest!
Zgódź się na to, że może odejść. Czas i tak zmienia nasz świat i nie
da się od tego uciec.
Dając zgodę na to, że możesz już nie mieć tego na czym Ci zależy,
dajesz sobie spokój wewnętrzny!
15. Rezygnuję z zaspokajania oczekiwań innych ludzi!
Jeśli będziesz wciąż zaspokajał oczekiwania innych ludzi, to nie będziesz
miał czasu żyć swoim życiem!
Nasz czas jest ograniczony!
Żyj wreszcie swoim życiem!
Źródło: neurointuicja.pl
wtorek, 28 maja 2013
6: pragnienie...
.... przyjdź, napełnij...
...nie dzwoń, nie pisz, po prostu bądź...
...spójrz w oczy, z pewnością z siłą...
...bądź mężczyzną z moich marzeń...
...nie bój się bać...
...nie bój się być sobą...
...nie mów, nie tłumacz, nie zmyślaj...
...czekam z pustą szklanką
...nie dzwoń, nie pisz, po prostu bądź...
...spójrz w oczy, z pewnością z siłą...
...bądź mężczyzną z moich marzeń...
...nie bój się bać...
...nie bój się być sobą...
...nie mów, nie tłumacz, nie zmyślaj...
...czekam z pustą szklanką
poniedziałek, 27 maja 2013
5: dobro, które przychodzi...
...każdy dzień niesie ze sobą jakieś zaskoczenie. Każdy dzień ma dla mnie jakiś "dar", sztuka polega na tym aby go zauważyć, odkryć, docenić...
nie jestem samotna, chociaż jestem sama... odzywają się do mnie ludzie, o których od dawna nie myślałam, zaskakują mnie swoją otwartością, chęcią pomocy, swoją uwagą dla mnie...
Jest za co być wdzięczną.... to trudne, gdy w sercu tyle żalu, smutek czai się pod powiekami, poduszka wydaje się twardym kamieniem, a sen nie przychodzi mimo późnej godziny.
W sobotnią noc, gdy kolejny raz próbowałam zasnąć i ze zniecierpliwieniem przewracałam się z boku na bok w końcu usłyszałam te pierwsze ptasie trele, zezłoszczona spojrzałam na zegarek przed którym tak się broniłam - 3:16.... pomyślałam, że za późno na złość, że nie ma sensu się denerwować. Co to za ptak tak wcześnie rozpoczął swój koncert? zupełnie zrezygnowana znów zamknęłam oczy zakrywając głowę poduszką... sen, który przyszedł był nerwowy, niezrozumiały i przerywany... nie dał odpoczynku, nie przyniósł spokoju, więc niedziela była trudna i męcząca, znów nie zrobiłam porządku w szafie, która codziennie krzyczy do mnie: "zrób coś ze mną! niedługo wybuchnę tęczą skarpetek, spódniczek i koszul... uporządkuj mnie"... znów siły dla niej nie miałam. Poszłam za to wypłakać moje żale na cmentarz... wpatrzona w tablicę z datami przyjścia i odejścia myślałam o sobie, o moim czasie tutaj... tyle już tego czasu minęło a ja wciąż szukam, brak mi drugiej połówki jak drugiego skrzydła ułomnemu aniołowi... w milczeniu próbowałam usłyszeć głos najbliższej mi osoby, tej z której początek swój miałam i nic oprócz szumu drzew nie usłyszałam... potrzebuję rady, potrzebuję dobrego słowa i wiary dającej pewność w szczęśliwe zakończenie... tylko Ona potrafiła natchnąć mnie taką nadzieją, że sens w różnych udrękach widziałam.
Co czuję dziś gdy patrzę na szklankę?.... jest lepiej.... wolniutko napełnia się....
nie jestem samotna, chociaż jestem sama... odzywają się do mnie ludzie, o których od dawna nie myślałam, zaskakują mnie swoją otwartością, chęcią pomocy, swoją uwagą dla mnie...
Jest za co być wdzięczną.... to trudne, gdy w sercu tyle żalu, smutek czai się pod powiekami, poduszka wydaje się twardym kamieniem, a sen nie przychodzi mimo późnej godziny.
W sobotnią noc, gdy kolejny raz próbowałam zasnąć i ze zniecierpliwieniem przewracałam się z boku na bok w końcu usłyszałam te pierwsze ptasie trele, zezłoszczona spojrzałam na zegarek przed którym tak się broniłam - 3:16.... pomyślałam, że za późno na złość, że nie ma sensu się denerwować. Co to za ptak tak wcześnie rozpoczął swój koncert? zupełnie zrezygnowana znów zamknęłam oczy zakrywając głowę poduszką... sen, który przyszedł był nerwowy, niezrozumiały i przerywany... nie dał odpoczynku, nie przyniósł spokoju, więc niedziela była trudna i męcząca, znów nie zrobiłam porządku w szafie, która codziennie krzyczy do mnie: "zrób coś ze mną! niedługo wybuchnę tęczą skarpetek, spódniczek i koszul... uporządkuj mnie"... znów siły dla niej nie miałam. Poszłam za to wypłakać moje żale na cmentarz... wpatrzona w tablicę z datami przyjścia i odejścia myślałam o sobie, o moim czasie tutaj... tyle już tego czasu minęło a ja wciąż szukam, brak mi drugiej połówki jak drugiego skrzydła ułomnemu aniołowi... w milczeniu próbowałam usłyszeć głos najbliższej mi osoby, tej z której początek swój miałam i nic oprócz szumu drzew nie usłyszałam... potrzebuję rady, potrzebuję dobrego słowa i wiary dającej pewność w szczęśliwe zakończenie... tylko Ona potrafiła natchnąć mnie taką nadzieją, że sens w różnych udrękach widziałam.
Co czuję dziś gdy patrzę na szklankę?.... jest lepiej.... wolniutko napełnia się....
piątek, 24 maja 2013
4: tego mi brak....
Jeszcze całkiem niedawno gdy w piątek wskazówka zegara przesuwała się coraz bliżej w kierunku godziny 16 wszystko przestawało się liczyć.... czekałam na ten moment cały tydzień, pięć dni niewidzenia, niedotykania, pięć dni tęsknienia, pięć dni zamkniętych w codziennych sms'ach i wieczornych rozmowach przez telefon - niby blisko, ale nie na wyciągnięcie ręki, oddaleni od siebie o 130km tęskniliśmy do siebie... On tęsknił... potrafił to napisać, powiedzieć... czyli chyba nie udawał, bo podobno mężczyźni nie udają takich uczuć. Im bliżej było do 16 tym odczuwałam większe podniecenie, każdy weekend był przygodą - bez względu na to czy byliśmy u mnie, czy u Niego... czekałam na weekend i cieszyłam się, że mam z kim go spędzić, że będzie dobrze... miło... normalnie... że coś razem zrobimy, wymyślimy, zaplanujemy.... planów mieliśmy tak dużo, że starczyło by ich do końca tego roku na pewno, już powstawały na następny rok... gdyby nie pech, gdyby nie....
...dziś jest piątek, nie czuję nic oprócz smutku... rozmyślam o tym co mogło by być... planuję sprzątanie, planuję sobotni wieczór spędzić w domu z koleżanką przy kawie, świeżym placku z rabarbarem i ciepłych rozmowach.... może jutro szklanka będzie w połowie pełna?
...dziś jest piątek, nie czuję nic oprócz smutku... rozmyślam o tym co mogło by być... planuję sprzątanie, planuję sobotni wieczór spędzić w domu z koleżanką przy kawie, świeżym placku z rabarbarem i ciepłych rozmowach.... może jutro szklanka będzie w połowie pełna?
3: kolejny raz...
Siedziała naprzeciwko mnie wpatrując się w moją smutną twarz. Widziałam drobne zmarszczki wokół jej oczu, widziałam ślady po nieprzespanej nocy maskowane korektorem marki Dior (bo "znów dała się namówić jakiejś nieopierzonej sprzedawczyni z Sephory - a przecież pewno ani razu ona tego nie używała więc co ona tam wie"), tusz lekko zaczynał się osypywać na policzki, ale poza tym była "zrobiona" idealnie... ubrana w najmodniejsze kolory... z lekką już opalenizną...
"To takie naiwne z Jego strony!" - powiedziała z naciskiem "Chyba należy do tych ludzi, którzy jak sami nie popełnią błędu to nigdy się nie nauczą" - dodała delikatnie bujając wózkiem w którym zakwiliła właśnie jej najmłodsza córeczka, "dziecko nie zbuduje związku którego nie było, nie stworzy miłości której nie ma, to takie dziecinne, będzie się poświęcać dla dziecka? jak długo?"- patrzyłam na nią z delikatnym uczuciem wdzięczności, kolejna osoba, która podzielała moje zdanie, która wypowiadała słowa, których ja bałam się powiedzieć głośno, do tego osoba z dwójką dzieci, doświadczona w temacie rodzicielstwa i tego co ono ze sobą niesie.
Kolejny raz opowiedziałam moją łzawą historię osobie, której jeszcze w luty opowiadałam z nadzieją, z radością i z rozbuchanymi marzeniami o swoim szczęściu na literę P. Czy na tym polegał mój błąd? Za bardzo cieszyłam się? Zbyt wielkie nadzieje robiłam sobie? Zbyt szybko uległam magii bukietów kwiatów, wpatrywania się w oczy, długich pocałunków i radosnych niespodzianek? Kiedy można się już cieszyć a kiedy jeszcze poczekać na dzielenie się swoim szczęściem z przyjaciółmi?
Nie żałuję - dziś nie żałuję, że niosłam swoją radość do ludzi, że mówiłam: "każdemu może się udać" i "na każdego gdzieś czeka jego druga połówka".... przynajmniej Ci ludzie mogą mi teraz przypomnieć, że ja też potrafię być radosna i szczęśliwa.
No właśnie... szczęśliwa.... moja przyjaciółka potrafi być szczęśliwa mimo swoich problemów, które dla niej są największe, na szczęście wie, że w porównaniu z problemami innych jej problemy są małe.
Siedzę na huśtawce - teraz moja huśtawka jest w najniższym położeniu.... czekam aż znów się wybije do góry - wiem, że tak będzie i wtedy spróbuję ją tam zatrzymać najdłużej jak się da.... bo szczęśliwym się bywa, trudno o to by to był stan permanentny... ale jednak spróbuję zaczarować ten moment - jak już przyjdzie nie pozwolę mu tak szybko odejść.
"To takie naiwne z Jego strony!" - powiedziała z naciskiem "Chyba należy do tych ludzi, którzy jak sami nie popełnią błędu to nigdy się nie nauczą" - dodała delikatnie bujając wózkiem w którym zakwiliła właśnie jej najmłodsza córeczka, "dziecko nie zbuduje związku którego nie było, nie stworzy miłości której nie ma, to takie dziecinne, będzie się poświęcać dla dziecka? jak długo?"- patrzyłam na nią z delikatnym uczuciem wdzięczności, kolejna osoba, która podzielała moje zdanie, która wypowiadała słowa, których ja bałam się powiedzieć głośno, do tego osoba z dwójką dzieci, doświadczona w temacie rodzicielstwa i tego co ono ze sobą niesie.
Kolejny raz opowiedziałam moją łzawą historię osobie, której jeszcze w luty opowiadałam z nadzieją, z radością i z rozbuchanymi marzeniami o swoim szczęściu na literę P. Czy na tym polegał mój błąd? Za bardzo cieszyłam się? Zbyt wielkie nadzieje robiłam sobie? Zbyt szybko uległam magii bukietów kwiatów, wpatrywania się w oczy, długich pocałunków i radosnych niespodzianek? Kiedy można się już cieszyć a kiedy jeszcze poczekać na dzielenie się swoim szczęściem z przyjaciółmi?
Nie żałuję - dziś nie żałuję, że niosłam swoją radość do ludzi, że mówiłam: "każdemu może się udać" i "na każdego gdzieś czeka jego druga połówka".... przynajmniej Ci ludzie mogą mi teraz przypomnieć, że ja też potrafię być radosna i szczęśliwa.
No właśnie... szczęśliwa.... moja przyjaciółka potrafi być szczęśliwa mimo swoich problemów, które dla niej są największe, na szczęście wie, że w porównaniu z problemami innych jej problemy są małe.
Siedzę na huśtawce - teraz moja huśtawka jest w najniższym położeniu.... czekam aż znów się wybije do góry - wiem, że tak będzie i wtedy spróbuję ją tam zatrzymać najdłużej jak się da.... bo szczęśliwym się bywa, trudno o to by to był stan permanentny... ale jednak spróbuję zaczarować ten moment - jak już przyjdzie nie pozwolę mu tak szybko odejść.
czwartek, 23 maja 2013
2: było minęło...
Witaj moja Droga!
Dziś znalazłam taki tekst:
"Pamiętaj, aby niczego nie oceniać na swojej drodze! Nie osądzaj ludzi, którzy cię skrzywdzili. Nie wracaj do przeszłości i przykrych wspomnień. Akceptuj wszystko takim, jakie jest! Jest to najkrótsza droga ku WOLNOŚCI!"
Było by pięknie potrafić patrzeć tylko w przyszłość i nie oglądać się. Jak sobie z tym radzisz?
No właśnie ja też mam ten problem, szczególnie gdy sprawa jest świeża, gdy rana jeszcze się nie zabliźniła, gdy boli i piecze... Mam serce poranione, duszę obolałą i zaufanie do ludzi złamane - jak w takiej sytuacji patrzeć pogodnie w przyszłość?
Pytasz o szklankę? - W połowie pusta i czeka na napełnienie.
Dziś znalazłam taki tekst:
"Pamiętaj, aby niczego nie oceniać na swojej drodze! Nie osądzaj ludzi, którzy cię skrzywdzili. Nie wracaj do przeszłości i przykrych wspomnień. Akceptuj wszystko takim, jakie jest! Jest to najkrótsza droga ku WOLNOŚCI!"
Było by pięknie potrafić patrzeć tylko w przyszłość i nie oglądać się. Jak sobie z tym radzisz?
No właśnie ja też mam ten problem, szczególnie gdy sprawa jest świeża, gdy rana jeszcze się nie zabliźniła, gdy boli i piecze... Mam serce poranione, duszę obolałą i zaufanie do ludzi złamane - jak w takiej sytuacji patrzeć pogodnie w przyszłość?
Pytasz o szklankę? - W połowie pusta i czeka na napełnienie.
środa, 22 maja 2013
1: minął miesiąc...
Cześć Kochana!
Minął miesiąc odkąd znów mi nie wyszło, dokładnie to minął 20.05. ale nie ważne... Boli, ciągle boli.... są momenty kiedy zapominam i przez moment jest cudownie, a potem znów spada na mnie ta świadomość jak czarny ptak z filmu Hitchcocka... wali mnie skrzydłem w głowę i nastrój pryska... skurcz w brzuchu, skurcz w sercu.... no przesadzam, teraz już tak bardzo akurat serce nie boli - teraz mam wszystko w karku. Nie wiesz o czym mówię? To taki ból zaczynający się między łopatkami, idzie w górę, rozchodzi się na ramiona a potem wchodzi na szyję.... muszę poduszkę odkładać na bok, żeby rano nie budzić się z pękająca głową.... gdy dotykam swoich barków czuję ból i spięta jestem okrutnie.... tak wiem, masaże by mi pomogły... ta trafiona "6" w lotto, też by mi pomogła...
Źle sypiam.... czy to dlatego, że znowu sama? Nie wiem, chyba nie, z Nim nie sypiało mi się jakoś rewelacyjnie... jeszcze, ale lubiłam nie spać obok Niego... czułam ciepło, słyszałam jego równomierny oddech, ogarniał mnie razem z jego silnymi ramionami spokój i wszelki stres mijał.... śniłam nie śpiąc... odpoczywałam, cieszyłam się chwilą, tym, że jestem tu i teraz... marzyłam marzeniami, które wreszcie nabrały realnych, konkretnych kształtów... był On i ja... wreszcie życie miało sens i można było mieć nadzieję.
W sobotę będzie mieć urodziny... wczoraj godzinę wybierałam dla Niego kartkę w Empiku... w czerwonej kopercie... to jego ulubiony kolor... dziś rano wysłałam ostatnie słowa, już nie liczę na happy end. Nie dał mi szansy na pożegnanie, na koniec nie dostałam nawet "ostatniego" spojrzenia, był tylko zagubiony ale uparty głos w słuchawce. Ta kartka to moje zakończenie sprawy, zamknięcie drzwi - teraz już nie zrobię nic więcej, chyba że... wiem, wiem - nic się nie wydarzy, On nie zmieni zdania, będzie udawać, że jest szczęśliwy bo "ma zasady, wychowanie, wartości".... w końcu uwierzy, że jest szczęśliwy i zapomni jak mogło być...
Jeśli chodzi o szklankę, to tak jak się pewno domyślasz, dziś jest w połowie pusta...
Minął miesiąc odkąd znów mi nie wyszło, dokładnie to minął 20.05. ale nie ważne... Boli, ciągle boli.... są momenty kiedy zapominam i przez moment jest cudownie, a potem znów spada na mnie ta świadomość jak czarny ptak z filmu Hitchcocka... wali mnie skrzydłem w głowę i nastrój pryska... skurcz w brzuchu, skurcz w sercu.... no przesadzam, teraz już tak bardzo akurat serce nie boli - teraz mam wszystko w karku. Nie wiesz o czym mówię? To taki ból zaczynający się między łopatkami, idzie w górę, rozchodzi się na ramiona a potem wchodzi na szyję.... muszę poduszkę odkładać na bok, żeby rano nie budzić się z pękająca głową.... gdy dotykam swoich barków czuję ból i spięta jestem okrutnie.... tak wiem, masaże by mi pomogły... ta trafiona "6" w lotto, też by mi pomogła...
Źle sypiam.... czy to dlatego, że znowu sama? Nie wiem, chyba nie, z Nim nie sypiało mi się jakoś rewelacyjnie... jeszcze, ale lubiłam nie spać obok Niego... czułam ciepło, słyszałam jego równomierny oddech, ogarniał mnie razem z jego silnymi ramionami spokój i wszelki stres mijał.... śniłam nie śpiąc... odpoczywałam, cieszyłam się chwilą, tym, że jestem tu i teraz... marzyłam marzeniami, które wreszcie nabrały realnych, konkretnych kształtów... był On i ja... wreszcie życie miało sens i można było mieć nadzieję.
W sobotę będzie mieć urodziny... wczoraj godzinę wybierałam dla Niego kartkę w Empiku... w czerwonej kopercie... to jego ulubiony kolor... dziś rano wysłałam ostatnie słowa, już nie liczę na happy end. Nie dał mi szansy na pożegnanie, na koniec nie dostałam nawet "ostatniego" spojrzenia, był tylko zagubiony ale uparty głos w słuchawce. Ta kartka to moje zakończenie sprawy, zamknięcie drzwi - teraz już nie zrobię nic więcej, chyba że... wiem, wiem - nic się nie wydarzy, On nie zmieni zdania, będzie udawać, że jest szczęśliwy bo "ma zasady, wychowanie, wartości".... w końcu uwierzy, że jest szczęśliwy i zapomni jak mogło być...
Jeśli chodzi o szklankę, to tak jak się pewno domyślasz, dziś jest w połowie pusta...
Subskrybuj:
Posty (Atom)