Siedziała naprzeciwko mnie wpatrując się w moją smutną twarz. Widziałam drobne zmarszczki wokół jej oczu, widziałam ślady po nieprzespanej nocy maskowane korektorem marki Dior (bo "znów dała się namówić jakiejś nieopierzonej sprzedawczyni z Sephory - a przecież pewno ani razu ona tego nie używała więc co ona tam wie"), tusz lekko zaczynał się osypywać na policzki, ale poza tym była "zrobiona" idealnie... ubrana w najmodniejsze kolory... z lekką już opalenizną...
"To takie naiwne z Jego strony!" - powiedziała z naciskiem "Chyba należy do tych ludzi, którzy jak sami nie popełnią błędu to nigdy się nie nauczą" - dodała delikatnie bujając wózkiem w którym zakwiliła właśnie jej najmłodsza córeczka, "dziecko nie zbuduje związku którego nie było, nie stworzy miłości której nie ma, to takie dziecinne, będzie się poświęcać dla dziecka? jak długo?"- patrzyłam na nią z delikatnym uczuciem wdzięczności, kolejna osoba, która podzielała moje zdanie, która wypowiadała słowa, których ja bałam się powiedzieć głośno, do tego osoba z dwójką dzieci, doświadczona w temacie rodzicielstwa i tego co ono ze sobą niesie.
Kolejny raz opowiedziałam moją łzawą historię osobie, której jeszcze w luty opowiadałam z nadzieją, z radością i z rozbuchanymi marzeniami o swoim szczęściu na literę P. Czy na tym polegał mój błąd? Za bardzo cieszyłam się? Zbyt wielkie nadzieje robiłam sobie? Zbyt szybko uległam magii bukietów kwiatów, wpatrywania się w oczy, długich pocałunków i radosnych niespodzianek? Kiedy można się już cieszyć a kiedy jeszcze poczekać na dzielenie się swoim szczęściem z przyjaciółmi?
Nie żałuję - dziś nie żałuję, że niosłam swoją radość do ludzi, że mówiłam: "każdemu może się udać" i "na każdego gdzieś czeka jego druga połówka".... przynajmniej Ci ludzie mogą mi teraz przypomnieć, że ja też potrafię być radosna i szczęśliwa.
No właśnie... szczęśliwa.... moja przyjaciółka potrafi być szczęśliwa mimo swoich problemów, które dla niej są największe, na szczęście wie, że w porównaniu z problemami innych jej problemy są małe.
Siedzę na huśtawce - teraz moja huśtawka jest w najniższym położeniu.... czekam aż znów się wybije do góry - wiem, że tak będzie i wtedy spróbuję ją tam zatrzymać najdłużej jak się da.... bo szczęśliwym się bywa, trudno o to by to był stan permanentny... ale jednak spróbuję zaczarować ten moment - jak już przyjdzie nie pozwolę mu tak szybko odejść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz