...każdy dzień niesie ze sobą jakieś zaskoczenie. Każdy dzień ma dla mnie jakiś "dar", sztuka polega na tym aby go zauważyć, odkryć, docenić...
nie jestem samotna, chociaż jestem sama... odzywają się do mnie ludzie, o których od dawna nie myślałam, zaskakują mnie swoją otwartością, chęcią pomocy, swoją uwagą dla mnie...
Jest za co być wdzięczną.... to trudne, gdy w sercu tyle żalu, smutek czai się pod powiekami, poduszka wydaje się twardym kamieniem, a sen nie przychodzi mimo późnej godziny.
W sobotnią noc, gdy kolejny raz próbowałam zasnąć i ze zniecierpliwieniem przewracałam się z boku na bok w końcu usłyszałam te pierwsze ptasie trele, zezłoszczona spojrzałam na zegarek przed którym tak się broniłam - 3:16.... pomyślałam, że za późno na złość, że nie ma sensu się denerwować. Co to za ptak tak wcześnie rozpoczął swój koncert? zupełnie zrezygnowana znów zamknęłam oczy zakrywając głowę poduszką... sen, który przyszedł był nerwowy, niezrozumiały i przerywany... nie dał odpoczynku, nie przyniósł spokoju, więc niedziela była trudna i męcząca, znów nie zrobiłam porządku w szafie, która codziennie krzyczy do mnie: "zrób coś ze mną! niedługo wybuchnę tęczą skarpetek, spódniczek i koszul... uporządkuj mnie"... znów siły dla niej nie miałam. Poszłam za to wypłakać moje żale na cmentarz... wpatrzona w tablicę z datami przyjścia i odejścia myślałam o sobie, o moim czasie tutaj... tyle już tego czasu minęło a ja wciąż szukam, brak mi drugiej połówki jak drugiego skrzydła ułomnemu aniołowi... w milczeniu próbowałam usłyszeć głos najbliższej mi osoby, tej z której początek swój miałam i nic oprócz szumu drzew nie usłyszałam... potrzebuję rady, potrzebuję dobrego słowa i wiary dającej pewność w szczęśliwe zakończenie... tylko Ona potrafiła natchnąć mnie taką nadzieją, że sens w różnych udrękach widziałam.
Co czuję dziś gdy patrzę na szklankę?.... jest lepiej.... wolniutko napełnia się....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz