piątek, 24 maja 2013

4: tego mi brak....

Jeszcze całkiem niedawno gdy w piątek wskazówka zegara przesuwała się coraz bliżej w kierunku godziny 16 wszystko przestawało się liczyć.... czekałam na ten moment cały tydzień, pięć dni niewidzenia, niedotykania, pięć dni tęsknienia, pięć dni zamkniętych w codziennych sms'ach i wieczornych rozmowach przez telefon - niby blisko, ale nie na wyciągnięcie ręki, oddaleni od siebie o 130km tęskniliśmy do siebie... On tęsknił... potrafił to napisać, powiedzieć... czyli chyba nie udawał, bo podobno mężczyźni nie udają takich uczuć. Im bliżej było do 16 tym odczuwałam większe podniecenie, każdy weekend był przygodą - bez względu na to czy byliśmy u mnie, czy u Niego... czekałam na weekend i cieszyłam się, że mam z kim go spędzić, że będzie dobrze... miło... normalnie... że coś razem zrobimy, wymyślimy, zaplanujemy.... planów mieliśmy tak dużo, że starczyło by ich do końca tego roku na pewno, już powstawały na następny rok... gdyby nie pech, gdyby nie....
...dziś jest piątek, nie czuję nic oprócz smutku... rozmyślam o tym co mogło by być... planuję sprzątanie, planuję sobotni wieczór spędzić w domu z koleżanką przy kawie, świeżym placku z rabarbarem i ciepłych rozmowach.... może jutro szklanka będzie w połowie pełna?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz