Kochana A,
kiedy w kwietniu znów cały mój mały świat się zatrząsł, a ja poczułam, że niesprawiedliwość losu dotyka mnie wyjątkowo boleśnie nie sądziłam, że już w czerwcu będę spędzać tak miłe weekendy. W tych obfitujących w złe wiadomości dniach widziałam swoją przyszłość w czarnych kolorach, widziałam siebie samą w pustym domu ze smutną miną wspominającą cudownym czas. Jak wszyscy jednak dobrze wiemy nocą wszystkie koty są czarne. Nastał czerwiec a wraz z nim, długie wieczory i wreszcie ciepła temperatura. Mimo małej ilości snu i wielu litrów różnych napojów wchłoniętych podczas rozlicznych spotkań chciałabym każdy weekend tak spędzać. Nie sprzątałam w ten weekend, nie robiłam pożytecznych rzeczy, ale byłam tu i teraz.... byłam z ludźmi, z którymi lubię rozmawiać, jadłam śniadanie na tarasie w promieniach słońca czytając ulubioną gazetę, jadłam ciasta i torty w towarzystwie uroczych cioć i babć.... smakowałam czerwcowe truskawki, próbowałam najnowsze wypieki z ekologicznej piekarni maczając je w pysznej oliwie z octem balsamicznym wsłuchując się w odgłos chrupiących skórek i zlizywałam oliwę cieknącą po palcach... rozmawiałam godzinami z przyjaciółkami, jadłam jędrną, młodziutką żółtą fasolkę popijając zsiadłym mlekiem... spacerowałam z koleżanką po parku... zrywałam pachnący jaśmin... Nie rozpamiętywałam, cieszyłam się chwilą i ludźmi, którzy są dookoła... a gdy wsiadłam dziś rano do auta w drodze do pracy jako pierwszą piosenkę usłyszałam: "Nie wolno Ci się bać... wszystko ma swój czas...." Meli Koteluk i uśmiechnełam się do siebie.
Dziś szklanka zdecydowanie prawie pełna....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz